Nasza transpłciowa historia, czyli jak zaczął się polski transaktywizm

Napisane przez Edytę Baker


Nie da się ustalić konkretnej daty, kiedy rozpoczął się ruch aktywistyczny w środowisku osób transpłciowych w Polsce. Tworzył się on powoli, etapami, a zasadniczym przełomem w jego ukształtowaniu było powołanie do życia portalu Crossdressing w 2004 r. Najważniejsze jest jednak to, że w tym stosunkowo niedługim czasie polski transaktywizm – działając w warunkach społecznie i politycznie bardzo trudnych – zdołał osiągnąć bardzo dużo.

Okres przedaktywistyczny

Trudno dziś powiedzieć, kiedy po raz pierwszy spotkały się osoby transpłciowe, by rozmawiać o zagadnieniu transpłciowości, swoich problemach, życiu jako osoby transpłciowe i wyzwaniach, które niesie. Pierwsze dające się udokumentować spotkanie odbyło się 10 grudnia 1985 r. w Zakładzie Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Zapis dyskusji, jaka toczyła się podczas tego spotkania, został zamieszczony w książce Kazimierza Imielińskiego i Stanisława Dulki „Apokalipsa Płci” (Kazimierz Imieliński, Stanisław Dulko, Apokalipsa płci, Kraków 2002, ss. 202–233). Spotkanie zostało zainspirowane przez autorów książki (lekarzy seksuologów) i – jak wiemy – nie przyniosło żadnych trwałych efektów poza tym, że pomiędzy jego uczestnikami zawiązały się prywatne znajomości i przyjaźnie.

W 1989 r. otworzyły się nowe możliwości organizowania się i działalności na rzecz wykluczanych mniejszości. Środowiska LGBT wkrótce zaczęły z tego korzystać, jednak aktywizm ten odbywał się przeważnie bez udziału osób transpłciowych lub co najwyżej z ich epizodycznym udziałem.

Lata 90. to także okres eksplozji wolnego rynku prasowego w Polsce, a co za tym idzie – pojawiania się licznych gazet i czasopism o charakterze ogłoszeniowym. W kilku z nich, ukierunkowanych na ogłoszenia randkowe, matrymonialne i erotyczne (m.in.: „Seksrety”, „Wamp”, „Nowy Wamp”), pojawiały się anonse zwiastujące chęć zawiązania kontaktów pomiędzy osobami transpłciowymi. Z prywatnych relacji wiemy, że podjęto wówczas pierwsze próby nawiązywania kontaktów i integracji środowiskowej. Problem polegał jednak na tym, że zdecydowaną większością odpowiadających na takie ogłoszenia byli fetyszyści spragnieni raczej wrażeń erotycznych, a nie działalności na rzecz środowiska. Ponadto ówczesne metody komunikowania się nie sprzyjały nawiązywaniu tego typu kontaktów: osoby, które podejmowały takie próby, musiały się kontaktować poprzez tradycyjne listy lub telefony stacjonarne (jest to jeszcze okres, kiedy telefonia komórkowa jest w Polsce w powijakach i jest dostępna zaledwie dla niewielkiego grona biznesmenów). Powodowało to, że nawiązanie takich kontaktów równało się ujawnieniu swojego pełnego adresu lub numeru telefonu. A to pozwalało na bardzo łatwą identyfikację.

Wiemy, że udawało się nawet zorganizować spotkania grup zainteresowanych osób, jednak najczęściej w ich trakcie okazywało się, że działalność aktywistyczna to nie jest to, co najbardziej interesuje uczestników tych spotkań. Działo się tak prawdopodobnie dlatego, że doborem osób biorących udział w tego typu spotkaniach rządził absolutny przypadek.

W 1998 r. powstało Stowarzyszenie LOS – pierwsza w Polsce organizacja działająca w obszarze transpłciowości, jednak adresująca swoje działania wyłącznie do osób transseksualnych. Dziś jedynym śladem działalności tego stowarzyszenia jest artykuł Pawła Walewskiego „Obce ciało”, który ukazał się w tygodniku „Polityka” (nr 40/1999). Trudno obecnie uchwycić jakieś wymierne osiągnięcia tego stowarzyszenia, stąd przypuszcza się, że służyło ono głównie załatwieniu interesów poszczególnych osób, które były jego członkami. Oczywiście interesów związanych z tranzycją. Choć trudno zaprzeczyć, że powstanie takiego stowarzyszenia było jakąś próbą podjęcia aktwizmu na rzecz osób transpłciowych, to jednak ze względu na ograniczony zasięg organizacji, brak konkretnych i trwałych efektów jej działalności oraz szybkie zniknięcie ze sceny organizacji pozarządowych, trudno uznać fakt jej powstania za początek transaktywizmu w Polsce.

Kolejną organizacją działającą w obszarze transpłciowości było powstałe w 2001 r. we Wrocławiu Stowarzyszenie Pomocy Transseksualistom. I w tym przypadku działalność stowarzyszenia ograniczona była do osób transseksualnych. Organizacja ta istniała cztery lata i nie uzyskała szerszego zasięgu. Zorganizowała jedną konferencję, jedno seminarium i przeprowadziło warsztaty na ogólnopolskim sympozjum. Co interesujące, powołana została nie przez osoby zainteresowane, lecz przez psychologów (podobnie zresztą, jak w przypadku Stowarzyszenia LOS). Wśród jej założycieli wymienia się m.in. Daniela Bąka, Alicję Strzelecką i Marcina Czuba (Wiktor Dynarski, Historia ruchu transpłciowego w Polsce, tekst zamieszczony na portalu Fundacji Trans-Fuzja). Transaktywizm inspirowany czy to przez lekarzy, czy to przez psychologów po prostu nie mógł się udać.

Dla tego okresu charakterystyczne jest to, że transpłciowość właściwie w społecznej świadomości nie istnieje. Świadczy o tym nawet fakt, że powstające dotychczas organizacje adresowane były do osób transseksualnych, a ich założyciele i działacze pojmowali problem wyłącznie przez pryzmat medycznego „transseksualizmu”. Mamy wówczas do czynienia z dyskursem opartym na medycznym „transseksualizmie” jako jednostce patologicznej.

W społeczeństwie budzi się świadomość istnienia osób trans, jednak właśnie jako istot nieszczęśliwych, pokrzywdzonych przez los, żyjących w „obcych ciałach” – „transseksualistów”, którym potrzebna jest „zmiana płci”. Jako przeciwstawne zjawisko traktowany jest „transwestytyzm”, kojarzony powszechnie ze zboczeniem seksualnym, dewiacją. W społecznej świadomości funkcjonuje obraz „dobrego, biednego i pokrzywdzonego transseksualisty”, któremu należą się współczucie i pomoc, oraz „złego, występnego, zboczonego transwestyty”, który zasługuje na najwyższe potępienie.

Kiedy do głosu dochodzi Internet

Rolę internetu w historii polskiego ruchu transakwistycznego trudno przecenić – była ona fundamentalna. Trzeba zdać sobie sprawę, że koniec lat 90. ubiegłego wieku to jeszcze czas, w którym nie ma w Polsce powszechnego dostępu do sieci. Łączenie z internetem za pomocą telefonicznych modemów pracujących na przestarzałych łączach linii stacjonarnych jest bardzo drogie i wciąż dostępne tylko dla nielicznych. Nieco lepsze sztywne łącza pojawiają się w instytucjach, ale możliwość swobodnego korzystania z nich jest dla większości ograniczona. Dopiero pierwsze lata XXI w. przynoszą przełom w tej dziedzinie. Pojawiają się sztywne łącza internetowe oferowane przez telewizje kablowe, wchodzą specjalne internetowe usługi telekomunikacyjne. Dostęp do szybszego i tańszego internetu staje się bardzo szybko powszechnie dostępny. Lawinowo rośnie też zawartość sieci.

Pierwsze próby internetowej integracji środowiska pojawiły się jeszcze pod koniec lat 90. Wiemy o kilku tematycznych stronach założonych przez prywatne osoby. Prezentowano na nich głównie własną działalność transową. Na krótko pojawiła się jednak także pierwsza strona łącząca dokonania kilku takich osób i dokumentująca ich spotkania.

W 2001 r. wystartował portal transseksualizm.republika.pl, który istnieje do dziś jako transseksualizm.pl. Było to pierwsze forum dyskusyjne i wymiany informacji pomiędzy osobami transpłciowymi oraz baza wiedzy na temat procedur związanych z korektą płci. Od początku jednak forum to skupiało głównie tranzycjonujących trans mężczyzn, stąd zasięg jego oddziaływania zawsze był ograniczony.

W tym samym okresie pojawia się transportal.pl. Istniał on tylko do 2003 r., kiedy to – z trudnych do ustalenia przyczyn – został zamknięty. Poza tym, że jego działalność ograniczała się do pokazywania wyciąganych z zachodnich portali zdjęć trans kobiet z penisami, pełnił też funkcję skrzynki kontaktowej, za pośrednictwem której nawiązywano znajomości.

Środowisko poznaje się jednak nie tylko tam. Boom internetowy na początku XXI w. pociągnął za sobą także rozwój platform czatowych. Na najpopularniejszej z nich, Polchacie, pojawiły się także miejsca pogawędek dla osób trans. Najsłynniejszym był Transpokoik, gdzie poznawała się spora grupa osób, które już wkrótce zapoczątkują pierwsze działania transaktywistyczne.

Działalność Transportalu, zawiązane na czatach znajomości oraz te, które pochodziły jeszcze z wcześniejszego okresu, zaowocowały powołaniem do życia portalu www.crossdressing.pl. Ruszył on w sierpniu 2004 r. i był z założenia adresowany przede wszystkim do osób typu transwestytycznego i różnego rodzaju crossdresserów. Szybko jednak okazało się, że przyciąga szersze spektrum osób transpłciowych.

Jest to czas, w którym działające już organizacje LGBT dostrzegają problem braku aktywizmu transpłciowego i próbują temu zaradzić, głównie poprzez wyjście z ofertą pomocową dla osób transpłciowych. W ten sposób w latach 2003–2005 pojawiają się pierwsze grupy wsparcia dla osób trans: w Szczecienie (Lambda Szczecin), Krakowie (Kampania Przeciw Homofobii) i Warszawie (Lambda Warszawa).

Od crossdressingu do Trans-Fuzji

Powstanie Crossdressingu było prawdziwą bombą. Nagle okazało się, że liczba osób spod parasola transpłciowości to nie tylko garstka osób dokonujących korekty płci (których wówczas było ok. 50 rocznie) ani garstka transwestytów. W ciągu krótkiego czasu ujawniły się setki, a wkrótce tysiące osób transpłciowych z całego kraju, a nawet mieszkających za granicą. Udostępnione przez portal forum kipiało od wpisów i komentarzy. Szybko pojawiły się pierwsze pomysły na działania integrujące środowisko i na kolejne przedsięwzięcia. Jednym z nich była propozycja zorganizowania spotkania w formie towarzyskiego party.

Pierwsze Trans Party odbyło się 7 listopada 2004 r. w nieistniejącym już pubie Manekin przy rondzie ONZ w Warszawie. Maleńki lokal z ledwością pomieścił ponad 30 osób, które wzięły udział w spotkaniu.

To ten okres – jesieni 2004 r. – trzeba chyba uznać za początek transaktywizmu w Polsce. To wtedy w jednym czasie i miejscu spotkali się ludzie, którzy nadadzą ton kolejnym działaniom, pomysłom, inicjatywom, a ich efekt będzie po raz pierwszy trwały i dający konkretne efekty.

Kolejne dwie edycje Trans Party to grudzień 2004 r. i styczeń 2005 r. W tym okresie forum Crossdressingu wrze – dołączają wciąż nowe osoby. W lecie 2005 r. krystalizuje się grupa najbardziej aktywnych i przedsiębiorczych osób, wśród których są m.in.: LauraXL (ówczesna administratorka Crossdressingu, prowadząca później także portal randkowy dla osób transpłciowych Trans-Dating), JolaCD (administratorka Crossdressingu), Anna Grodzka, Lalka Podobińska, Voca Ilnicka, Mała Ania, Zzuzzu, Just Martha (inicjatorka i organizatorka plenerowych trans party), Wiktor Dynarski, Ruda Alka (autorka publikowanego w odcinkach na portalu „Pamiętnika Alex”), Antyfacet, Freja, Edyta Baker. Nie sposób wymienić tu wszystkich, którzy przyczynili się wówczas do integracji środowiska na niespotykaną dotychczas skalę i popchnęli je ku zorganizowanym działaniom. Wielu z tych osób nie ma już zresztą w aktywizmie. Niektórych pochłonęło codzienne życie, inni odeszli świadomie, wybierając inne drogi, losy niektórych są w ogóle nieznane... Warto jednak pamiętać, że wniosły one bezcenny wkład w to, że ruch transaktywistyczny w Polsce w ogóle zaistniał i że tak szybko osiągnął tak wiele.

Końcówka 2004 r. i 2005 r. to głównie działania polegające na integracji środowiska. Oprócz kolejnych edycji Trans Party i organizacji aż dwóch edycji Plenerowego Trans Party (początkowo organizowanego pod nazwą Party Trans Południe) w 2005 r. i kolejnej w 2006 r., pojawiają się też inne inicjatywy: powstaje Radio Trans-Misja (nadało łącznie sześć audycji), na portalu publikowany jest w odcinkach komiks zbiorowego autorstwa o przygodach Biuty Bino. Uczestnicy portalu piszą swoje własne teksty publicystyczne i literackie. Część z nich wejdzie do wydanego w 2007 r. zbioru „Namaluj mi wiatr”, będącego pierwszą większą próbą literackiego uchwycenia zarówno zjawisk transpłciowości, transwestytyczności, crossdressingu, jak i społecznego funkcjonowania nienormatywności płciowej i jej ekspresji. Warto wspomnieć, że wydanie zbioru „Namaluj mi wiatr” zostało zrealizowane od początku do końca tylko i wyłącznie własnymi siłami środowiska związanego z Crossdressingiem.

Pod koniec 2005 r. padł pomysł założenia stowarzyszenia. Jego autorką była Anna Grodzka. Na zwołanym z tej okazji spotkaniu okazało się, że niewiele osób uczestniczących w dotychczasowym życiu towarzyskim związanym z portalem Crossdressing jest w stanie zaryzykować ujawnienie swoich formalnych danych, co było konieczne do założenia stowarzyszenia. Był to czas, w którym po raz pierwszy doszło do władzy Prawo i Sprawiedliwość. Ówczesny klimat polityczny powodował, że ludzie po prostu bali się ujawniać swoje dane, szczególnie że wiele z tych osób nie miało zamiaru przechodzić tranzycji i zmieniać dokumentów. O spotkaniu w sprawie założenia stowarzyszenia i o tym, o czym wówczas mówiono, pisze w swojej autobiografii Anna Grodzka (Anna Grodzka, Mam na imię Ania, Warszawa 2013, ss. 162–167).

Był to też pierwszy moment, kiedy ujawniły się wewnętrzne podziały w środowisku. Można stwierdzić, że do głosu doszły wówczas dwie frakcje: grupa składająca się przede wszystkim z osób transwestytycznych podwójnej roli, dla których priorytetem było zachowanie anonimowości i możliwość realizacji swojej ekspresji płciowej w warunkach bezpiecznych oraz grupa składająca się z osób dążących do tranzycji lub zdecydowanych na otwartą działalność, które były gotowe zaryzykować ujawnienie tego, kim są, uczestniczyć w sformalizowaniu działalności oraz firmować tę działalność.

W wyniku utrzymującej się i pogłębiającej różnicy w podejściu do działalności aktywistycznej, w tej drugiej grupie pojawił się pomysł założenia fundacji. Formę fundacji uznano za korzystniejszą, bo do jej założenia nie trzeba tylu osób, ile musi uczestniczyć w zakładaniu stowarzyszenia. Rozmowy na temat założenia fundacji ciągnęły się przez 2007 r. W tym okresie zaznacza się także wzrost aktywności środowiska wrocławskiego, wspieranego przez tamtejszy oddział Kampanii Przeciw Homofobii. Aktywność ta przejawia się w głośnych wówczas happeningach ulicznych, ale nie tylko. Środowisko wrocławskie wraz z warszawskim doprowadziło do założeniu Fundacji Trans-Fuzja. Akt jej założenia podpisano w lutym 2008 r., a nową organizację sąd zarejestrował w lipcu 2008 r. W tej grupie, która z chwilą powołania Trans-Fuzji rozpoczęła nowy rozdział polskiego ruchu transaktywistycznego, znaleźli się m.in.: Anna Grodzka, Lalka Podobińska, Mała Ania, Voca Ilnicka, Zzuzzu, Freja, Wiktor Dynarski i Edyta Baker.

Trans-Fuzja i co dalej?

Powstanie Crossdressingu było prawdziwą bombą. Nagle okazało się, że liczba osób spod parasola transpłciowości to nie tylko garstka osób dokonujących korekty płci (których wówczas było ok. 50 rocznie) ani garstka transwestytów. W ciągu krótkiego czasu ujawniły się setki, a wkrótce tysiące osób transpłciowych z całego kraju, a nawet mieszkających za granicą. Udostępnione przez portal forum kipiało od wpisów i komentarzy. Szybko pojawiły się pierwsze pomysły na działania integrujące środowisko i na kolejne przedsięwzięcia. Jednym z nich była propozycja zorganizowania spotkania w formie towarzyskiego party.

Fundacja Trans-Fuzja nie była więc pierwszą w Polsce organizacją w ogóle, ale pierwszą adresowaną do osób transpłciowych, a nie tylko do wąskiego grona osób tranzycjonujących. Nie sposób opisywać w tak skromnym materiale całości działalności fundacji, bo można by napisać o tym oddzielną monografię. Dość powiedzieć, że sama fundacja nie zdziałałaby wiele, gdyby nie organizacje sojusznicze i ruch oddolny, który powoli, ale jednak się w Polsce budzi.

Przede wszystkim jednak należy odnotować, że powstanie Trans-Fuzji pociągnęło za sobą spadek rangi Crossdressingu jako jedynej siły grupującej środowisko. O ile Crossdressing dał początek tworzeniu się środowiska i pierwszym inicjatywom, o tyle nie był on w stanie zaproponować temu środowisku nic więcej. Dziś rola tego portalu ogranicza się właściwie tylko do współorganizacji (wraz z Trans-Fuzją oraz ze Stowarzyszeniem Tęczówka) dorocznych imprez plenerowych.

Po 2008 r. rozpoczyna się regularna działalność edukacyjna z zakresu transpłciowości. Wzrasta też liczba miejsc, w których osoby transpłciowe mogą uzyskać pomoc. Dzieje się tak zarówno dzięki budowaniu przez Trans-Fuzję sieci grup wsparcia, poprzez współpracę z innymi organizacjami oraz dzięki włączaniu tematyki transpłciowości do programu działania innych organizacji. Wśród tych, które wspomagają Trans-Fuzję w działaniach pomocowych lub inicjują własne działania, należy wymienić przede wszystkim Lambdę Warszawa, Kampanię Przeciw Homofobii, Stowarzyszenie Pracownia Różnorodności z Torunia, Stowarzyszenie Tęczówka z Katowic, Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska, DOM EQ krakowskiej Federacji Znaki Równości, Stowarzyszenie Fabryka Równości z Łodzi, czy Fundację Akceptacja z Poznania i Fundację Promenada z Opola.

Bez udziału organizacji sojuszniczych, szczególnie tych, które działają regionalnie i lokalnie, nie sposób wyobrazić sobie postępu transpłciowego aktywizmu w Polsce i realnych działań na rzecz osób transpłciowych. Jedna organizacja działająca centralnie to za mało, by zaspokoić wzrastające zapotrzebowanie w tej dziedzinie. Dlatego tak ważne jest oddolne wspieranie nie tylko Fundacji Trans-Fuzja, ale wszystkich organizacji, które podejmują działania na rzecz osób transpłciowych.

Oblicze transaktywizmu dziś

Powstanie Crossdressingu było prawdziwą bombą. Nagle okazało się, że liczba osób spod parasola transpłciowości to nie tylko garstka osób dokonujących korekty płci (których wówczas było ok. 50 rocznie) ani garstka transwestytów. W ciągu krótkiego czasu ujawniły się setki, a wkrótce tysiące osób transpłciowych z całego kraju, a nawet mieszkających za granicą. Udostępnione przez portal forum kipiało od wpisów i komentarzy. Szybko pojawiły się pierwsze pomysły na działania integrujące środowisko i na kolejne przedsięwzięcia. Jednym z nich była propozycja zorganizowania spotkania w formie towarzyskiego party.

Po 12 latach sformalizowanej działalności transaktywistycznej i po 15 latach od jego symbolicznego początku sytuacja jest taka, że na polskiej mapie organizacji pozarządowych istnieją dwie organizacje działające na rzecz osób transpłciowych: Fundacja Trans-Fuzja i poznańska Fundacja Akceptacja założona dzięki determinacji Anny Marii Szymkowiak. Próby założenia ogólnopolskiej fundacji transaktywistycznej, podjęte w 2016 r. przez grupę aktywistów z różnych miast, okazały się falstartem. Zapowiadane przed trzema laty założenie podobnej fundacji we Wrocławiu też nie doszło do skutku.

Poza tym transpłciowy aktywizm rozwija dość powoli. Pojawiają się grupy nieformalne i inicjatywy indywidualne. Wśród nich dużą rolę odegrały dotychczas TransGrysy (już nieistniejące) – grupa nieformalna, której największym sukcesem jest dokonanie dzikiego tłumaczenia siódmej wersji standardów transspecyficznej opieki zdrowotnej (SOC v. 7) World Professional Assotiation of Transgender Health (WPATH) – tłumaczenie to stało się bazą do powstania tłumaczenia oficjalnego i zatwierdzonego przez WPATH.

Bardzo ważnym osiągnięciem aktywistycznym jest też uruchomienie strony internetowej trans-research.pl. Założyła ją i prowadzi aktywistka Helena de Cleyre. Strona ta gromadzi wiedzę na temat terapii hormonalnej transpłciowych kobiet i jest obecnie w naszej rzeczywistości źródłem najlepszej wiedzy z tej dziedziny. Zaznajamia ona polskie środowisko transpłciowych kobiet z badaniami i odkryciami zachodniego świata medycznego, które w polskim świecie transspecyficznej opieki zdrowotnej są albo nieznane, albo wiedza o nich jest znikoma (m.in. nowe metody terapii hormonalnej trans kobiet).

W mediach społecznościowych widoczna jest działalność edukacyjna takich grup, jak Angry Trans, czy Transbros. Ich działalność wykracza często poza świat wirtualny. Kilka osób działa indywidualnie, publikując filmy na YouTube'ie. Środowiskową popularnością cieszy się także „Ka – Blog transpłciowej dziewczyny”. W świecie wirtualnym i realnym edukacyjnie i pomocowo działa Emilia Japońska. Jednak poza tymi inicjatywami aktywizm ciągle rosnącej u nas społeczności osób transpłciowych praktycznie nie istnieje. A miejsca na działalność aktywistyczną jest mnóstwo. Potrzeby wciąż rosną.

Co osiągnęliśmy, co się zmieniło

Nie mamy czego się wstydzić. W ciągu niespełna dwóch dekad udało się mieć w Sejmie osobę transpłciową, przewalczyć polityczny opór i przeprowadzić przez procedurę sejmową ustawę o uzgodnieniu płci (która padła w wyniku prezydenckiego weta i targów politycznych podczas prób jego odrzucenia). Wykonaliśmy też olbrzymią pracę edukacyjną, a z naszym przekazem trafiamy nie tylko do zwykłych osób, które chcą się po prostu czegoś dowiedzieć, ale także do całej rzeszy specjalistów różnych dziedzin, którym wiedza i właściwe pojmowanie transpłciowości są niezbędne w ich pracy. Wciąż rozwija się obszar pomocy i wsparcia. Mamy na koncie badania naukowe. To najbardziej spektakularne sukcesy, o których 15 lat temu nawet nie marzyliśmy, uważając, że ich osiągnięcie będzie możliwe za dziesiątki lat.

Najważniejsze jest jednak to, co udało się zmienić w ludzkiej świadomości i społecznej percepcji transpłciowości. W ciągu tego czasu zmieniło się społeczne pojmowanie zjawisk ze spektrum transpłciowości i innych, które bardzo często są z nimi utożsamiane lub mylone. Dziś „transpłciowość” nie jest już dziwacznym i niezrozumiałym słowem, lecz pełnoprawnym terminem określającym istotę zjawiska. „Transpłciowość” funkcjonuje już w języku polskim jako termin parasol obejmujący nie tylko poszczególne rodzaje zjawiska, ale także jako termin wiążący się z podmiotowością poszczególnych osób, której pozbawione są zmedykalizowane terminy „transseksualizm” i „transwestytyzm”. Przede wszystkim „transpłciowość” przestaje być traktowana, jak problem medyczny, a zaczyna być – jak to, czym jest: nienormatywną tożsamością płciową, jedną z naturalnych cech naszego gatunku. Nomenklatura oparta na prostym podziale nienormatywności płciowej na „transseksualistów” i „transwestytów” jest w odwrocie. Choć należy ubolewać, że wciąż część społeczeństwa (w tym wciąż znaczna część środowiska medycznego i psychologicznego) trzyma się uparcie tych przestarzałych terminów i związanych z nimi definicji, to jednak różnica w rozumieniu ogółu zjawisk związanych z nienormatywnością płciową jest ogromna.

Bardzo ważne jest też to, że samo środowisko (a przynajmniej jego spora część) odrzuciło i nadal odrzuca w stosunku do siebie tę ograniczającą i uprzedmiotawiającą nomenklaturę i że zdecydowanie wzrosła w nim świadomość własnej podmiotowości i własnych praw. Nie sposób nie wspomnieć też o diametralnej różnicy, jaka zaszła w podejściu osób bliskich, przede wszystkim rodziców. Ostatnie miesiące zaowocowały bowiem początkiem ruchu aktywistycznego rodziców jako ważnego składnika z pogranicza transaktywizmu i aktywizmu sojuszniczego.